Miałam Wam narysować jakieś niesamowite historie z mojego życia, ale paluchy mi popuchły, więc raczej nic z tego nie będzie.
Obejrzała mi się za to w międzyczasie ,,Mamma Mia: Here We Go Again" i wygrała w moim prywatnym rankingu w kategorii najbardziej depresyjny film roku - a to dlatego, że występująca w roli babci (!) Cher ma mniej zmarszczek niż ja - a jest ode mnie z 5 dych starsza, więc jak to nie jest depresyjne, to ja nie wiem.
Poza tym film dość miły, relaksowy, chwilami głupawy, chwilami mdławo - ckliwy, ogląda się przyjemnie, ale to już nie to samo, co pierwsza część (o cóż za oryginalna opinia w przypadku sequelu dowolnego filmu...). Największe hity już wyśpiewane w poprzednim filmie, więc trzeba się było trochę powtórzyć. Towarzystwo też się zdążyło ciutek postarzeć, oprócz oczywiście wzmiankowanej wcześniej Cher - i Colina Firtha, który jest jak wino.
Z plusów absolutnie dodatnich - wszystkie sceny z grecką kapelą. Oraz akcent Hugh Skinnera - i tak, zaraz ktoś mi powie, że Colin Firth śpiewał lepiej (prawda) i że nikt, ale to nikt nie mówi z takim fancy-snobby-oh-so-upper-class-akcentem (też prawda) - no i co z tego?
Mogłabym się jeszcze ewentualnie poczepiać doboru aktorów do ról młodych bohaterów (ten koleżka jako ekwiwalent młodego Pierce'a Brosnana...), ale mimo wszystko oglądało mi się miło - jednak ludzie najbardziej lubiejo te piosenki, co je już znajo...
A jakby trafił tu jakiś akcentowy świrek, to prosz, może sobie poczytać:
https://eu.usatoday.com/story/life/movies/2018/07/25/mamma-mia-2-has-crazy-accents/823999002/
wtorek, 28 sierpnia 2018
poniedziałek, 27 sierpnia 2018
Ciocia Bumelantka radzi
Oglądam te różne blogi i z tego, co widzę, prawie wszędzie są jakieś poradniki. Jak schudnąć, jedząc tylko śledzie, ile wydać pieniędzy, żeby poczuć rozwój osobisty albo co zrobić, żeby ludzie nas pokochali mimo naszego chamstwa i drobnomieszczaństwa.
Dla mnie to taki trochę syndrom Krugera Dunninga, no ale ja tam prosta dziewczyna jestem, tego bloga założyłam głównie po to, żeby na psychiatrze przyoszczędzić, więc mogę się nie znać. Ale żeby wpisać się wowczy pęd światowy trend też sporządziłam taki oto poradnik:
JAK BYĆ SZCZĘŚLIWYM I SPEŁNIONYM W 10 KROKACH:
Pokonaj dystans z łóżka do lodówki w 5 krokach, weź sobie jakieś uszczęśliwiacze - dla mnie są to na przykład kabanosy - i w 5 krokach wróć do łóżka, po czym odpal sobie miły film i uśnij przy nim.
Voila, szczęście i spełnienie. Podziękowania można przesyłać mailem lub składać osobiście.
Dla mnie to taki trochę syndrom Krugera Dunninga, no ale ja tam prosta dziewczyna jestem, tego bloga założyłam głównie po to, żeby na psychiatrze przyoszczędzić, więc mogę się nie znać. Ale żeby wpisać się w
JAK BYĆ SZCZĘŚLIWYM I SPEŁNIONYM W 10 KROKACH:
Pokonaj dystans z łóżka do lodówki w 5 krokach, weź sobie jakieś uszczęśliwiacze - dla mnie są to na przykład kabanosy - i w 5 krokach wróć do łóżka, po czym odpal sobie miły film i uśnij przy nim.
Voila, szczęście i spełnienie. Podziękowania można przesyłać mailem lub składać osobiście.
sobota, 25 sierpnia 2018
Nie wiem, co teraz
Będąc młodą blogerką sytuacja mnie onieśmieliła. Zasadniczo wiem, że na blogu powinno się pisać, ale się spłoszyłam. Więc dzisiaj wrzucam tylko bohomaza, ponieważ na szczęście jestem osobą wszechstronną i rysuję też przecudnie.
Ostrość obrazu jest, obawiam się, mniej więcej taka jak ostrość mojego widzenia o poranku, ale to w sumie wpisuje się w klimat bohomazka. Popracuję nad tym jeszcze.
Poza tym uprzejmie donoszę, że po krótkim namyśle machnęłam sobie jeszcze fanpejdża na Fejsie.
Można lajkować, można udostępniać.
Teraz czekam na komentarz, że ktoś boi się otworzyć lodówkę, żebym z niej nie wyskoczyła niczym piłkarz Robert L.
piątek, 24 sierpnia 2018
Pierwszy raz
Omatkozcórko jak niezręcznie!
Od dawna chodziło mi po głowie, żeby sobie takiego bloga popisać, ale wyobrażałam to sobie trochę inaczej: wiecie, wywiady, autografy, proszę Państwa, najpopularniejsza blogerka w Polsce robi sobie dzisiaj zdjęcia z fanami na Super Mega Dętej Imprezie Dla Celebrytów i tak dalej.
A teraz czuję się bardziej jak na spotkaniu integracyjnym: przedstaw się i powiedz coś o sobie, poznajmy się...
Co ma być, niech będzie. Drodzy Fani - oto ja:
Z wykształcenia filolog patolog
Z zawodu kobieta pracująca
Z zamiłowania kawopijca
Z charakteru wstrętny szyderca
Z konieczności królowa Wietnamu
Powody założenia bloga:
Po pierwsze okrutnie przerośnięte ego, narcyzm i ekshibicjonizm, nadmierna potrzeba ekspresji i atencji, oraz zapewne jeszcze parę rzeczy, których nikt mi nigdy nie zdiagnozował.
Po drugie lubię jak ludzie się śmieją. Jak ze trzy osoby mnie poczytają, z czego jedna się zaśmieje, będę przeszczęśliwa, spełniona i wpiszę to sobie do CV.
No to ten. Zapnijcie pasy.
Od dawna chodziło mi po głowie, żeby sobie takiego bloga popisać, ale wyobrażałam to sobie trochę inaczej: wiecie, wywiady, autografy, proszę Państwa, najpopularniejsza blogerka w Polsce robi sobie dzisiaj zdjęcia z fanami na Super Mega Dętej Imprezie Dla Celebrytów i tak dalej.
A teraz czuję się bardziej jak na spotkaniu integracyjnym: przedstaw się i powiedz coś o sobie, poznajmy się...
Co ma być, niech będzie. Drodzy Fani - oto ja:
Z wykształcenia filolog patolog
Z zawodu kobieta pracująca
Z zamiłowania kawopijca
Z charakteru wstrętny szyderca
Z konieczności królowa Wietnamu
Powody założenia bloga:
Po pierwsze okrutnie przerośnięte ego, narcyzm i ekshibicjonizm, nadmierna potrzeba ekspresji i atencji, oraz zapewne jeszcze parę rzeczy, których nikt mi nigdy nie zdiagnozował.
Po drugie lubię jak ludzie się śmieją. Jak ze trzy osoby mnie poczytają, z czego jedna się zaśmieje, będę przeszczęśliwa, spełniona i wpiszę to sobie do CV.
No to ten. Zapnijcie pasy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
